Kierowca Audi RS 6 zamontował niebieskie światła i udawał policję
- Autor
- Lidia Nowak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
W sieci zawrzało po tym, jak jeden z kierowców nagrał i udostępnił wideo, na którym widać niebieskie Audi RS 6. Właściciel tego sportowego kombi bezprawnie błyskał na drodze nielegalnie zamontowanymi, niebieskimi światłami w przednim grillu. Podszywanie się pod nieoznakowany radiowóz, w jaki zazwyczaj wyposażona jest policja, szybko obróciło się jednak przeciwko niemu. Zbulwersowana społeczność internetowa wzięła sprawy w swoje ręce, a zidentyfikowanie pojazdu i ujawnienie danych jego właściciela zajęło użytkownikom zaledwie kilkadziesiąt minut. To zdarzenie obnaża nie tylko drogową brawurę, ale też wielką naiwność sprawcy.
Błyskawiczne śledztwo internautów i ogłoszenie na sprzedaż
Na nagraniu, które momentalnie zyskało ogromną popularność w sieci, widać błękitne Audi RS 6 generacji C7. Samochód, wykorzystując zamaskowane w przednim pasie stroboskopowe światła LED, agresywnie domagał się zjechania z drogi przez innych, wolniej jadących uczestników ruchu. Z początku w komentarzach pod materiałem wideo pojawiły się ostrożne sugestie, że być może uwieczniono na nim autentyczny, policyjny wóz w cywilnym malowaniu. Błyskawicznie jednak zweryfikowano ten scenariusz – pojazd nie należał do żadnej ze służb, a jego kierowca wykorzystywał osprzęt imitujący sygnały uprzywilejowania wyłącznie po to, by szybciej pokonać zaplanowaną trasę.
Okazało się, że w dzisiejszych czasach nie da się być w internecie anonimowym. Internauci przeprowadzili szybkie dochodzenie i wkrótce połączyli poszukiwane auto z niemal identycznym ogłoszeniem sprzedaży zlokalizowanym w serwisie Otomoto. Wystawiającym pojazd był pan Adrian, który chciał sprzedać swoje Audi RS 6 wyprodukowane w 2016 roku. Sprzedawca wycenił wóz na kwotę 230 000 zł, oficjalnie informując w opisie, że jego dotychczasowy przebieg wynosi 151 tys. km. Śledztwo społeczności poszło jednak o wiele dalej niż tylko zdemaskowanie trwającej aukcji. Zirytowani cwaniactwem kierowcy dotarli do pełnej historii eksploatacyjnej pojazdu, numeru telefonu sprzedawcy, a nawet ogłoszeń o pracę, które ów właściciel publikował wcześniej w internecie.
Co grozi za stroboskopy w cywilnym aucie?
Odtwarzanie zachowań służb państwowych, a przede wszystkim używanie niebieskich świateł błyskowych i nielegalne podszywanie się pod pojazd uprzywilejowany, to przejaw rażącego braku odpowiedzialności. Pociąga to za sobą bardzo konkretne konsekwencje prawne. Sprawę tego typu modyfikacji wprost reguluje polskie prawo, a dokładniej art. 96a ustawy Kodeks wykroczeń. Jasno wskazuje on, z czym musi się liczyć kierowca, który podejmuje takie działania:
- § 1. Już sam fakt posiadania w pojeździe nieuprawnionych urządzeń, wysyłających sygnały świetlne w postaci niebieskich lub czerwonych świateł błyskowych (albo emitujących sygnał dźwiękowy o zmiennym tonie), podlega karze grzywny.
- § 2. Surowsza sankcja spotka tego, kto, nie będąc do tego uprawnionym, sygnałów świetlnych lub dźwiękowych fizycznie w swoim pojeździe używa. Takiemu sprawcy grozi kara aresztu w wymiarze do 14 dni albo kara grzywny.
- § 3. Prawo przewiduje również bezwzględny przepadek wyżej wymienionych urządzeń, bez względu na to, czy stanowiły one własność sprawcy wykroczenia.
Eksperci i publicyści motoryzacyjni podkreślają, że diagnosta na stacji kontroli pojazdów, widząc tak spreparowaną instalację świateł w cywilnym samochodzie, powinien automatycznie i natychmiast zatrzymać dowód rejestracyjny.
Niszczenie wzajemnego zaufania na drodze
Samowolne wykorzystywanie niebieskich świateł przez zwykłych uczestników ruchu stanowi ogromne zagrożenie dla całego drogowego ekosystemu. Oburzenie kierowców nie wynika tylko i wyłącznie ze zwykłego łamania przepisów, ale przede wszystkim z nadużywania bezcennego, ludzkiego zaufania. Wiele osób, widząc we wstecznym lusterku migające stroboskopy, w odruchu paniki zjeżdża natychmiast z wyznaczonego pasa, często wjeżdżając na skrajne pobocze i ryzykując własne bezpieczeństwo. Robią to w poczuciu obowiązku obywatelskiego, aby ułatwić przejazd służbom, które spieszą z interwencją do wypadku.
Tolerowanie na drogach patologii polegającej na bezczelnym podszywaniu się pod pojazdy uprzywilejowane prowadzi do erozji szacunku wobec instytucji ratowniczych i porządkowych. Gdy kierowcy wielokrotnie poczują się w ten sposób oszukani, ich czujność podczas kontaktu z autentycznym pogotowiem ratunkowym czy strażą pożarną może ulec znacznemu obniżeniu. W sytuacjach krytycznych, w których o ludzkim zdrowiu często decydują sekundy, ten zjawiskowy spadek zaufania doprowadzi w końcu do prawdziwej tragedii.
