Autoszlak Autoszlak Testy, poradniki i rynek motoryzacyjny — bez ściemy
Rynek i biznes

Mercedes oczekuje więcej pracy za te same pieniądze. Padła odpowiedź

Autor
Data
Treści generowane automatycznie
Lektura
4 min czytania
Mercedes oczekuje więcej pracy za te same pieniądze. Padła odpowiedź

W obliczu spowolnienia na rynkach międzynarodowych oraz rosnącej presji kosztowej, Mercedes szuka oszczędności na własnym podwórku. Koncern Mercedes-Benz zaproponował w swoich niemieckich fabrykach wysoce kontrowersyjne rozwiązanie: pracownicy mają pracować dłużej, jednak bez proporcjonalnego wzrostu wynagrodzenia. Kierownictwo dąży do poprawy konkurencyjności, obniżenia kosztów jednostkowych i zwiększenia wydajności, ale propozycja spotkała się z twardym sprzeciwem zatrudnionych. Konflikt o czas pracy w jednym z największych koncernów motoryzacyjnych urasta do rangi symbolu szerszego kryzysu w całym niemieckim przemyśle.

Powrót do 40 godzin tygodniowo

Zarząd firmy tłumaczy swoje stanowisko zbyt wysokimi kosztami prowadzenia działalności operacyjnej w Niemczech. W wewnętrznym piśmie skierowanym do załogi, cytowanym przez agencję DPA, wprost wskazano, że koszty pracy nad Renem przestały być konkurencyjne na tle innych państw. Rozwiązaniem, które w ocenie kierownictwa jest w tej sytuacji najbardziej bezpośrednie i sprawiedliwe dla firmy, ma być zwiększenie liczby przepracowanych godzin za te same pieniądze.

Obecnie pracownicy Mercedesa objęci układem zbiorowym pracują zazwyczaj 35 godzin tygodniowo – jest to taryfowy standard w branży, niezwykle silnie broniony przez niemieckie związki zawodowe. Władze firmy chcą powrotu do 40 godzin. Zmiana oznaczałaby wydłużenie tygodnia pracy o pięć godzin, czyli o ponad 14 procent. Miesięczna pensja miałaby jednak pozostać na dotychczasowym, niezmienionym poziomie. W praktyce oznacza to wyraźne obniżenie stawki godzinowej – każdy z pracowników musiałby w ciągu roku przepracować o około 260 godzin więcej, nie otrzymując z tego tytułu żadnej finansowej rekompensaty. Taka polityka ma zrównoważyć spadki produkcji oraz problemy z popytem na kluczowym rynku chińskim.

30 godzin zamiast 40 – kontrpropozycja załogi

Odpowiedź ze strony reprezentantów załogi poszła w dokładnie odwrotnym kierunku. Zamiast przystać na darmowe nadgodziny, strona pracownicza postuluje redukcję czasu przebywania w zakładach. Z ramienia załogi uderzył Michael Häberle – przewodniczący rady zakładowej w fabryce Mercedes-Benz w Untertürkheim, pełniący zarazem funkcję zastępcy przewodniczącego generalnej i koncernowej rady zakładowej oraz członka rady nadzorczej Mercedes-Benz Group.

Jak poinformował branżowy serwis Automobilwoche, Häberle uważa, że przy obecnie spadającej produkcji dodatkowe wydłużanie czasu pracy nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia. Według niego, zamiast rozmawiać o przejściu z 35 na 40 godzin, Mercedes powinien dyskutować o skróceniu tygodnia pracy do 30 godzin. Przedstawiciel załogi wskazuje, że przy niepełnym wykorzystaniu linii produkcyjnych wymuszanie na ludziach dłuższej obecności w fabryce jest bezzasadne. Warto zaznaczyć, że kontrpropozycja ta nie weszła jeszcze w fazę ustaleń ani formalnych negocjacji. Nie podano publicznie, czy przy 30-godzinnym tygodniu pracy podwładni mieliby zachować pełne wynagrodzenie ani których departamentów dotyczyłaby transformacja.

Redukcja etatów i wstrzymane wypłaty

Dyskusja o długości etatów toczy się w nerwowej atmosferze, ponieważ w tle realizowany jest już drastyczny program optymalizacji. Mercedes zdążył zakończyć program dobrowolnych odejść wspartych odprawami. Zgodnie z wyliczeniami udostępnionymi przez Business Insider, z tej propozycji i odejścia z firmy skorzystało około 5,5 tysiąca pracowników. Redukcje uderzyły przede wszystkim w kadrę zatrudnioną poza bezpośrednimi liniami produkcyjnymi.

Ogromne oburzenie wśród pracowników wywołała także nagła decyzja dotycząca corocznych świadczeń. Zarząd zdecydował się na przesunięcie tak zwanego dodatku transformacyjnego. Premia ta stanowi 18,4 proc. regularnego miesięcznego wynagrodzenia, co dla zwalniającej gospodarki jest kluczowym wsparciem finansowym dla wielu gospodarstw domowych. Z 108 tysięcy osób zatrudnionych w Niemczech, około 90 tysięcy pracowników miało otrzymać środki w lipcu 2026 roku. Pieniędzy jednak nie będzie na czas – termin arbitralnie przesunięto o blisko rok, na kwiecień 2027 roku.

Bunt na niemieckich ulicach i protest IG Metall

Kumulacja problemów – plan darmowej pracy, redukcje etatów, opóźnienia dodatku i groźba sukcesywnego przenoszenia produkcji do tańszych krajów – wywołała powszechne niezadowolenie załogi. Na początku lipca pracownicy niemieckich zakładów przerwali pracę i wyszli przed fabryki. Związek zawodowy IG Metall, jedna z najbardziej liczących się struktur pracowniczych w kraju, przekazał, że w akcjach protestacyjnych łącznie wzięło udział ponad 33 tysiące osób.

Związkowcy i reprezentanci strajkujących sprzeciwiają się przerzucaniu ciężaru kryzysu wyłącznie na pracowników poprzez ograniczanie świadczeń i zwiększanie wolumenu godzin. Podkreślają również, że domagają się długoterminowych inwestycji w krajowe fabryki oraz jasnych deklaracji w kwestii utrzymania tam produkcji nowych modeli. Perspektywa cięć kosztów bez dbania o stabilność socjalną zderza się z tradycyjnymi, niemieckimi oczekiwaniami zatrudnionych, wieszcząc przedłużający się i bolesny spór dla całej europejskiej motoryzacji.

Objazdem, z innych kategorii

Zestawienie danych

Paliwo w Europie: ile litrów kupisz za płacę minimalną

Ile litrów benzyny kupi się w każdym państwie Unii za miesięczną płacę minimalną i jaka część ceny litra to podatek. Zestawienie odświeżane co tydzień z biuletynu naftowego Komisji Europejskiej.

Zobacz dane