Trump stawia twardy warunek: chińskie marki mogą wejść do USA, ale muszą budować fabryki na miejscu
- Autor
- Artur Maszak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Donald Trump zaskoczył przedstawicieli przemysłu motoryzacyjnego swoją najnowszą deklaracją w kwestii globalnego handlu. W trakcie wywiadu dla stacji Fox News polityk stwierdził, że chińskie marki mogłyby rozpocząć produkcję samochodów w Stanach Zjednoczonych. Trump zaznaczył, że nie miałby nic przeciwko inwestycjom napływającym z Azji, o ile firmy te otworzą swoje zakłady na terytorium Ameryki i będą w nich zatrudniać wyłącznie amerykańskich pracowników. Tak otwarta postawa wywołała jednak zdecydowany sprzeciw wielkich koncernów motoryzacyjnych, które nawołują do całkowitego odcięcia lokalnego rynku od potężnej wschodniej konkurencji.
Na wzór japońskiego cudu gospodarczego
Donald Trump argumentuje swoją decyzję, odwołując się do historii amerykańskiej motoryzacji. Według niego potencjalne inwestycje chińskie mogłyby przebiegać podobnie do ścieżki obranej niegdyś przez japońskich producentów samochodów. Koncerny z Japonii od wielu dekad sprawnie funkcjonują w Stanach Zjednoczonych, posiadają tam liczne zakłady montażowe i zapewniają stabilne miejsca pracy dla tysięcy Amerykanów. Wdrożenie podobnego modelu wobec inwestorów chińskich miałoby zagwarantować reindustrializację amerykańskiej gospodarki przy jednoczesnym potężnym napływie zagranicznego kapitału.
Jednocześnie Trump postawił bardzo wyraźną czerwoną linię. Kategorycznie sprzeciwia się on wejściu na rynek „tylnymi drzwiami”. Chodzi tu o budowę fabryk w Meksyku, skąd wyprodukowane tanim kosztem samochody byłyby następnie eksportowane bezpośrednio do Stanów Zjednoczonych. Trump jednoznacznie podkreśla, że na taki scenariusz nie ma w ogóle zgody, a amerykańskie interesy muszą podlegać rygorystycznej ochronie.
Branża mówi „nie” i naciska na władze
Koncepcja przedstawiona przez kandydata na prezydenta stoi w jaskrawej sprzeczności z oficjalnymi dążeniami amerykańskich i globalnych producentów. Zamiast zapraszać pod warunkiem inwestycji, branża woli definitywnie zamknąć granice. Głównym koordynatorem sprzeciwu jest Alliance for Automotive Innovation. To zrzeszająca wiodących graczy organizacja, która reprezentuje interesy takich firm jak General Motors, Ford, Toyota, Volkswagen, Hyundai, Honda oraz Stellantis. Jej lider, John Bozzella, osobiście skierował do prawodawców list apelujący o zablokowanie nowych rynkowych podmiotów.
Przedstawiciele sojuszu argumentują, że wspierany przez państwo chiński przemysł samochodowy zagraża zarówno samej gospodarce USA, jak i bezpieczeństwu narodowemu. Punktem spornym nie są przy tym tylko zderzaki czy silniki elektryczne, ale potężne systemy łączności na pokładach aut. Organizacja domaga się trwałego zakazu sprzedaży, importu, a nawet lokalnej produkcji chińskich pojazdów, które wyposażono w rozwiązania komunikacyjne. Branżowy nacisk ściśle wiąże się z gorącymi debatami w Kongresie, gdzie decydują się losy zaostrzania kursu wobec importowanych technologii. Dodatkowo organizacja aktywnie lobbuje w Departamencie Handlu, aby nie wydawał on z własnej inicjatywy żadnych specjalnych zezwoleń sprzedażowych dla podmiotów ze wschodu.
Connected Vehicle Security Act zacieśnia kordon sanitarny
Obawy motoryzacyjnych gigantów nie pozostały bez odzewu prawodawców. Ochronna machina ruszyła jeszcze w lutym 2024 roku, gdy prezydent Joe Biden zlecił skrupulatne badanie zagrożeń, jakie mogą płynąć z zaawansowanej łączności telematycznej. Po zeszłorocznym zaprezentowaniu projektu przepisów przez amerykańską administrację, od 14 stycznia 2025 roku obowiązuje nowe, rygorystyczne prawo. Zabrania ono importu i sprzedaży na terytorium USA aut posiadających komponenty chińskie lub rosyjskie odpowiadające za jazdę autonomiczną czy kluczową łączność, jak ch chociażby Wi-Fi oraz Bluetooth.
Członkowie sojuszu uważają jednak, że to zaledwie pierwszy, niewystarczający krok. Docelowym rozwiązaniem ma być szeroka ustawa Connected Vehicle Security Act, którą już w lipcu jednogłośnie zaakceptowała senacka Komisja Handlu. Jej zapisy sięgają głębiej – przewidują twardy, wdrożony na poziomie federalnym zakaz importu samych pojazdów wyprodukowanych przez chińskie podmioty.
Rynkowe rykoszety i sytuacja w Europie
Sytuacja legislacyjna w USA jest o tyle nietypowa, że aktualnie chińskie koncerny, takie jak Chery, SAIC, NIO, XPeng, Li Auto czy Xiaomi, i tak nie doczekały się ustrukturyzowanej sieci dealerskiej na tamtejszym rynku osobowym. Zaledwie BYD zajmuje się ograniczoną lokalnie w Kalifornii produkcją elektrycznych autobusów. Widząc, co te same marki w błyskawicznym tempie osiągają jednak w Europie, amerykańskie firmy wolą postawić twardą tamę znacznie wcześniej.
Co istotne, proponowany Connected Vehicle Security Act przewiduje też precyzyjne ograniczenia udziałów kapitałowych, jakie będą mogły posiadać w danym producencie podmioty zza wielkiego muru. Restrykcje te uderzą silnym rykoszetem w firmy globalne operujące także na terenie Europy. Świetnym przykładem ryzyka jest marka Mercedes – w jej strukturze właścicielskiej dalekowschodni inwestorzy zgromadzili do tej pory łącznie niemal 20 proc. udziałów, co w świetle nowych limitów z USA wywoła bezpośredni konflikt prawno-handlowy.
