Autoszlak Autoszlak Testy, poradniki i rynek motoryzacyjny — bez ściemy
Prawo i mandaty

Kolizja drogowa przy cofaniu. Kto ponosi winę za stłuczkę tył w tył?

Autor
Data
Treści generowane automatycznie
Lektura
5 min czytania
Kolizja drogowa przy cofaniu. Kto ponosi winę za stłuczkę tył w tył?

Każda kolizja drogowa to bardzo stresujące zdarzenie, jednak sytuacje parkingowe, w których dwa pojazdy wykonują jednocześnie manewr wyjeżdżania z przeciwległych miejsc postojowych, budzą największe kontrowersje. Do uderzenia aut „tył w tył” dochodzi najczęściej w ciasnych alejkach, na placach przed supermarketami, a także na zatłoczonych osiedlach mieszkaniowych, gdzie przestrzeń jest mocno ograniczona. Choć dla obu uczestników incydent może z perspektywy kabiny wydawać się ewidentną winą drugiej strony, interpretacja dokonywana przez organy ścigania bywa dużo bardziej kategoryczna. Bardzo często rozstrzygnięciem takiego zdarzenia jest przypisanie obopólnej odpowiedzialności obu kierującym, co bezpośrednio wpływa na wszelkie kwestie odszkodowawcze i proces wypłaty ubezpieczenia.

Co mówią przepisy drogowe o manewrze cofania?

Manewr cofania jest powszechnie uznawany za jeden z najtrudniejszych do bezpiecznego przeprowadzenia. Widoczność przez tylną szybę i w bocznych lusterkach bywa bardzo mocno ograniczona ze względu na konstrukcję słupków we współczesnych autach oraz gabaryty obiektów stojących obok. Aspekty te w sposób jednoznaczny regulują polskie przepisy drogowe. Absolutną podstawą prawną do policyjnej oceny zachowania uczestników ruchu na parkingu jest art. 23 ustawy Prawo o ruchu drogowym.

Zgodnie z zapisami wspomnianego artykułu, kierujący pojazdem podczas manewru cofania ma obowiązek bezwzględnie ustąpić pierwszeństwa innemu pojazdowi lub uczestnikowi ruchu, a także zachować szczególną ostrożność. Pojęcie szczególnej ostrożności oznacza w tym wypadku konieczność maksymalnego skupienia, powolnego kontrolowania toru jazdy oraz ciągłego upewniania się, czy wykonywany ruch nie spowoduje zagrożenia bezpieczeństwa na danym obszarze.

Co więcej, ustawa przewiduje, że kierowca przed ruchem w tył ma obowiązek sprawdzić, czy za jego pojazdem nie znajduje się ukryta przeszkoda. Jeżeli kształt karoserii lub zaparkowane wzdłuż vany ograniczają pole widzenia do zera, prawo wręcz wprost wskazuje, by kierowca zapewnił sobie pomoc innej osoby przy wyjeżdżaniu z miejsca. W praktyce oznacza to, że argument o zasłoniętym widoku nie jest dla wezwanych funkcjonariuszy usprawiedliwieniem, a raczej potwierdzeniem niezachowania warunków do poprawnego wykonania manewru.

Skala zdarzeń drogowych – jak rzadkie są poważne wypadki?

Aby zyskać właściwą perspektywę na statystyczne zagrożenia występujące w ruchu drogowym, warto przyjrzeć się rocznym zestawieniom gromadzonym przez Komendę Główną Policji. Pokazują one wyraźnie dysproporcję między zdarzeniami o dramatycznych skutkach, w których są ofiary w ludziach, a ogromną masą rutynowych zderzeń parkingowych i miejskich, skutkujących jedynie pogniecioną blachą, otartymi zderzakami oraz potłuczonymi lampami.

Rok Liczba wypadków Liczba kolizji
2021 22 816 422 627
2022 21 322 362 266
2023 20 936 365 991
Dane: Komenda Główna Policji

Powyższa tabela jednoznacznie ilustruje, że zderzenia bez obrażeń dla pasażerów to od ponad trzystu do ponad czterystu tysięcy interwencji w skali każdego roku. Znaczny odsetek tych sytuacji to właśnie powolne najechania i stłuczki przy cofaniu na parkowiskach. Ze względu na ich masowość, urzędy państwowe i rynek cyfrowy wprowadzają liczne nowinki usprawniające obieg dokumentów z drobnych szkód. Doskonałym przykładem jest chętnie wdrażana usługa mStłuczka dla kierowców, która pozwala w wielu jednoznacznych sprawach cyfrowo sporządzić oświadczenie i pominąć długotrwałe oczekiwanie na przyjazd radiowozu.

Dlaczego policja niemal zawsze orzeka współwinę przy wyjeżdżaniu z miejsca?

Jeżeli dwa auta znajdowały się naprzeciwko siebie w rzędach parkingowych, zaczęły cofać w tym samym momencie i doprowadziły do zetknięcia tył w tył, w świetle prawa obaj kierowcy znajdowali się w ruchu, równolegle wykonując ten sam manewr.

Funkcjonariusze, analizując taki obraz uszkodzeń i układ pojazdów na miejscu, wychodzą z prostego wniosku: żaden z uczestników nie upewnił się we właściwy sposób, czy za jego zderzakiem jest wolna przestrzeń, oraz nikt nikomu nie ustąpił pierwszeństwa. Wobec tego obydwaj kierowcy nie wywiązali się ze swoich ustawowych wymogów. Dla patrolu oznacza to, że w zdarzeniu brały udział dwie strony i obie w równym stopniu przyczyniły się do złamania przepisu o zachowaniu szczególnej ostrożności.

Taka ostateczna interpretacja oznacza przypisanie pełnej współwiny, co często wiąże się z nałożeniem mandatów na obydwie strony. Ma to także bezpośrednie i kosztowne konsekwencje ubezpieczeniowe. W przypadku podpisania oświadczenia o współwinie lub przy policyjnej notatce potwierdzającej taki obrót spraw, firmy ubezpieczeniowe dzielą odpowiedzialność proporcjonalnie – niemal zawsze połowa na połowę. Z polisy OC jednego kierowcy wypłacane jest 50 procent kwoty wyliczonej na naprawę auta drugiego uczestnika zdarzenia i na odwrót. Co gorsza, w związku z uruchomieniem procedury regresu obu polis, każdy kierujący traci dotychczas uzbierane zniżki za bezszkodową jazdę.

Zatrzymanie w porę — kluczowy szczegół zdejmujący odpowiedzialność

Od powszechnej praktyki przypisywania obopólnego błędu przy cofaniu istnieje jednak jeden bardzo ważny wyjątek. Kwestia pełnej, wyłącznej odpowiedzialności zmienia się diametralnie w sytuacji, w której jeden z kierowców zachował odpowiednią czujność, dostrzegł inne cofające auto i w pełni zatrzymał swój pojazd zanim doszło do zderzenia.

Jeśli samochód przestał się poruszać (a stojący kierowca opcjonalnie próbował ostrzec drugą osobę długim sygnałem dźwiękowym), a mimo to drugi uczestnik kontynuował swój ruch aż do momentu fizycznego huku, wyłączna wina może zostać przypisana wyłącznie osobie pozostającej w ruchu.

Rozpatruje się to tak, że uderzenie w pojazd nieruchomy w świetle przepisów zdejmuje z jego właściciela tytuł sprawcy kolizji – auto bez prędkości stanowi dla drugiego manewrującego jedynie nieruchomą przeszkodę, jak słupek czy mur, przed którą bezwzględnie musiał się zatrzymać.

Ogromnym wyzwaniem pozostają jednak realia i dowody na miejscu zdarzenia. W praktyce wykazanie przed wezwanymi na miejsce mundurowymi, że pojazd w chwili przyjęcia siły uderzenia faktycznie stał już w miejscu, a nie toczył się w tył ze wciśniętym sprzęgłem, jest zadaniem skrajnie trudnym. Standardowe otarcia lakieru, spękane plastiki i ułożenie rozbitych szkieł na asfalcie nie zawsze jednoznacznie potwierdzają wektory działania sił w tak delikatnych stłuczkach. Gdy zdarzenie odbywa się bez naocznych i bezstronnych świadków (osoby jadące jako pasażerowie w aucie bywają wykluczane jako stronnicze), a plac nie jest objęty widokiem z zewnętrznych kamer, argumentacja „to on we mnie wjechał, ja stałem” najczęściej kończy się orzeczeniem obustronnej winy i wręczeniem dwóch bloczków z mandatem.

W tak zawikłanym przypadku na wagę złota są prywatne urządzenia nagrywające obraz. Jeśli w chociaż jednym aucie pracował na tylnej szybie wideorejestrator samochodowy, nagranie w ułamku sekundy zdejmuje wszelkie domysły i najczęściej gwarantuje ukaranie faktycznego prowodyra zdarzenia na miejscu.

Kierowca absolutnie pewny faktu swojego całkowitego zatrzymania się przed uderzeniem ma w Polsce prawo złożyć stosowną odmowę przyjęcia mandatu karnego z tytułu współwiny. Taka decyzja z automatu wymusza przekazanie całej dokumentacji drogowej do sądu. Proces taki wymaga czasu i zazwyczaj skutkuje wzywaniem niezależnych biegłych powypadkowych do profesjonalnej rekonstrukcji zdarzenia. Oczyszcza to osobę niewinną, jednak przy ostatecznej przegranej obciąża upartą stronę wysokimi kosztami sądowymi.

Objazdem, z innych kategorii

Zestawienie danych

Paliwo w Europie: ile litrów kupisz za płacę minimalną

Ile litrów benzyny kupi się w każdym państwie Unii za miesięczną płacę minimalną i jaka część ceny litra to podatek. Zestawienie odświeżane co tydzień z biuletynu naftowego Komisji Europejskiej.

Zobacz dane