Protesty w Niemczech: kryzys motoryzacyjny sięga kolejnych zakładów
- Autor
- Michał Woźniak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Kryzys motoryzacyjny w Niemczech wszedł w nową, bardziej widoczną fazę. Od poniedziałku 21 września 2026 r. w wielu zakładach niemieckiej branży samochodowej trwają protesty pracowników – demonstracje objęły m.in. fabryki Volkswagena, BMW oraz zakłady dostawcy części Bosch. To bezpośrednia reakcja na ostrzeżenie Volkswagena, który zapowiedział wyraźnie słabszą rentowność, i kolejny sygnał, że przemysł samochodowy w Niemczech – od dekad filar gospodarki tego kraju – przechodzi jedną z najtrudniejszych prób w swojej historii.
Iskra zapalna: ostrzeżenie Volkswagena
Do mobilizacji doszło niespełna trzy dni po piątkowym komunikacie Volkswagena. Największy producent aut w Europie skorygował prognozę marży zysku na 2026 r. – teraz zakłada, że wyniesie ona maksymalnie 1 proc. Koncern wskazał na słabszą koniunkturę w Chinach oraz większe rezerwy emerytalne jako główne przyczyny rewizji, a równolegle obniżył oczekiwania dotyczące wyników marki Porsche.
Reakcja rynku przyszła natychmiast. W poniedziałek o 9.38 GMT akcje Volkswagena spadały o 1 proc., a Porsche traciło 1,6 proc., kontynuując zniżkę rozpoczętą jeszcze w piątek. Wyraźniej w dół poszły notowania Porsche SE, największego akcjonariusza Volkswagena – w poniedziałkowy poranek jej walory były o 3,4 proc. niżej, po tym jak spółka również obniżyła w piątek swoje prognozy. Problemy Porsche nie są odosobnione – marka od miesięcy szuka sposobów na odzyskanie rentowności, a Volkswagen Group porządkuje przy okazji swoje portfolio marek, czego przykładem jest sprzedaż udziałów w Bugatti.
50 tysięcy miejsc pracy do redukcji
Problemy branży przekładają się bezpośrednio na rynek pracy. Volkswagen zamierza zwolnić kolejnych 50 tys. osób w ramach największej w historii firmy transformacji, uzgodnionej na początku września 2026 r. z udziałem interesariuszy. Porozumienie pozwoliło uniknąć ostrego sporu z silnymi niemieckimi związkami zawodowymi, które mimo to nadal naciskają na zarząd, by mocniej reagował na wyzwania stojące przed sektorem.
Trudna sytuacja nie wynika wyłącznie z decyzji Volkswagena. Niemieckie firmy mierzą się z presją azjatyckich producentów, odczuwają nadwyżkę mocy produkcyjnych w Europie, amerykańskie cła oraz spadające zyski na rynku chińskim. Dodatkowym obciążeniem jest rosnący popyt na samochody elektryczne, które są mniej dochodowe niż modele spalinowe – to zjawisko uwypukla utrzymującą się zależność sektora od silników spalinowych, przez dekady będących fundamentem największej gospodarki Europy. Presja na koszty produkcji nie omija zresztą innych niemieckich marek – podobne postulaty dotyczące wydajności pracy formułuje też Mercedes, co pokazuje, że problem ma charakter branżowy, a nie jednostkowy.
Związkowcy żądają ochrony przed konkurencją z Chin
Na czele protestujących stoją przedstawiciele największych organizacji pracowniczych. Daniela Cavallo, stojąca na czele rady zakładowej Volkswagena, oraz Christiane Benner, przewodnicząca IG Metall, wezwały do wzmocnienia ochrony europejskiego rynku przed konkurencją z Chin. Postulują też bardziej skuteczną politykę unijnych subsydiów oraz utrzymanie programu stopniowych emerytur dla pracowników sektora.
Podczas spotkania w siedzibie Volkswagena w Wolfsburgu Benner podkreślała, że oczekiwania pracowników wobec kierownictwa są jednoznaczne: „Oczekujemy, że liderzy korporacji i zespoły zarządzające wezmą odpowiedzialność za Niemcy jako kraj motoryzacyjny, za pracowników i za miejsca pracy” – powiedziała szefowa IG Metall.
Głos zabrał również Horst Ott z IG Metall, który zwrócił uwagę, że niemiecki sektor zbyt wolno reaguje na technologiczne zmiany. Jego zdaniem przez letarg i kosztowne błędy menedżerów branża nie nadąża za rozwojem elektromobilności, cyfryzacji i technologii akumulatorowej, co spycha niemiecki przemysł motoryzacyjny oraz jego dostawców na dalszą pozycję w globalnym wyścigu technologicznym.
Co dalej z niemiecką motoryzacją
Protesty w zakładach Volkswagena, BMW i Bosch to najbardziej widoczny dotąd objaw kryzysu, który od miesięcy narastał w tle – między korektami prognoz finansowych, planami redukcji zatrudnienia i coraz głośniejszymi ostrzeżeniami związkowców. Skala żądań – od ochrony celnej, przez unijne subsydia, po utrzymanie programów emerytalnych – pokazuje, że pracownicy nie oczekują już punktowych ustępstw, lecz systemowej odpowiedzi na erozję pozycji Niemiec jako kraju motoryzacyjnego. Reakcja giełdy na komunikaty Volkswagena i Porsche SE sugeruje, że inwestorzy podzielają te obawy – pytanie, czy zarządy koncernów i berlińscy politycy znajdą sposób na spowolnienie tej erozji, zanim kolejne fale zwolnień i protestów staną się nową normą dla sektora.
