Prawie 200 km/h na "krajówce". Kierowca Porsche dostał srogi mandat i stracił prawo jazdy
- Autor
- Michał Woźniak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Kierowca Porsche, który na drodze krajowej nr 60 rozpędził swój samochód do 188 km/h przy dopuszczalnych 90 km/h, zapłaci słono za brawurę. Policjanci wystawili mu mandat na 4,5 tys. zł, dopisali 35 punktów karnych i na miejscu zatrzymali mu prawo jazdy.
188 km/h tam, gdzie wolno jechać 90
Do zdarzenia doszło w ostatnich dniach podczas rutynowego patrolu ostrołęckiej grupy SPEED. Funkcjonariusze zajmujący się na co dzień egzekwowaniem przepisów o prędkości zarejestrowali pomiarem, że kierujący Porsche pędził drogą krajową nr 60 z prędkością 188 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 90 km/h. To oznacza przekroczenie limitu aż o 98 km/h – niemal dwukrotnie więcej, niż pozwalały przepisy.
Prędkość nie była jedynym problemem. Policjanci zauważyli też, że kierowca dwukrotnie wyprzedzał inne pojazdy na skrzyżowaniach – manewr, który sam w sobie stwarza poważne zagrożenie, a w zestawieniu z prędkością bliską 200 km/h mógł skończyć się tragedią. Funkcjonariusze przerwali niebezpieczną jazdę i zatrzymali mężczyznę.
Srogi mandat i utrata prawa jazdy
Za sumę wszystkich wykroczeń – przekroczenie prędkości o 98 km/h oraz dwa nieprawidłowe wyprzedzania na skrzyżowaniach – kierowca Porsche otrzymał łączny mandat w wysokości 4,5 tys. zł. Na jego konto trafiło też 35 punktów karnych, czyli znacznie więcej, niż wynosi ustawowy limit uprawniający do dalszego posiadania prawa jazdy bez konieczności ponownego egzaminu.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o ponad 50 km/h na drodze jednojezdniowej, dwukierunkowej i położonej poza obszarem zabudowanym, policja ma obowiązek zatrzymać prawo jazdy na 3 miesiące. W tym przypadku doszło jednak do czegoś więcej – kierowca przekroczył także dozwolony limit punktów karnych, co oznacza, że nie odzyska uprawnień automatycznie po upływie trzech miesięcy, lecz będzie musiał ponownie podejść do egzaminu na prawo jazdy.
Coraz surowszy system kar za brawurę
Sprawa kierowcy Porsche wpisuje się w szerszy trend zaostrzania odpowiedzialności za rażące przekraczanie prędkości. Kwestia tego, gdzie przebiega granica między zwykłym pouczeniem a formalnym mandatem, budzi wątpliwości nawet przy znacznie mniejszych przekroczeniach – jak pokazuje choćby przypadek opisany w artykule o przekroczeniu limitu o 10 km/h. Im wyższe przekroczenie, tym system reaguje bardziej bezkompromisowo, a obecny taryfikator mandatów i punktów karnych nie pozostawia złudzeń, że najcięższe wykroczenia kończą się nie tylko wysoką karą finansową, ale i utratą uprawnień.
Policja coraz częściej sięga też po środki nadzwyczajne, by ścigać kierowców łamiących przepisy w sposób szczególnie rażący – tak jak w przypadku nielegalnych wyścigów ścigane z powietrza, gdzie do kontroli ruchu drogowego angażowano nawet śmigłowiec. Grupy specjalistyczne w rodzaju ostrołęckiej SPEED działają w podobnym duchu – ich zadaniem jest wyłapywanie kierowców, którzy jazdą z prędkością bliską 200 km/h na zwykłej drodze krajowej stwarzają zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich innych uczestników ruchu.
Mogło się to skończyć znacznie gorzej
W tym przypadku interwencja zakończyła się „jedynie" wysokim mandatem, utratą prawa jazdy i koniecznością ponownego zdawania egzaminu. Biorąc jednak pod uwagę prędkość 188 km/h osiągniętą na drodze krajowej, gdzie limit wynosił 90 km/h, oraz ryzykowne wyprzedzanie na skrzyżowaniach, scenariusz mógł być znacznie tragiczniejszy. Sprawa kierowcy Porsche to kolejny przykład na to, że dysponowanie mocnym samochodem nie zwalnia z odpowiedzialności za bezpieczeństwo na drodze – a konsekwencje rażącej brawury są dziś dotkliwsze niż kiedykolwiek wcześniej.
