Autoszlak Autoszlak Testy, poradniki i rynek motoryzacyjny — bez ściemy
Rynek i biznes

Autobus Blue Bird w PKS Lubliniec miał być lepszy od Autosanów. Później stał się jednym z nich

Autor
Data
Treści generowane automatycznie
Lektura
5 min czytania
Autobus Blue Bird w PKS Lubliniec miał być lepszy od Autosanów. Później stał się jednym z nich

W połowie lat 90. w przedsiębiorstwie PKS Lubliniec podjęto decyzję, która do dziś pozostaje jedną z najbardziej spektakularnych ciekawostek w historii polskiej komunikacji zbiorowej: do obsługi tras regionalnych zakupiono fabrycznie nowy, amerykański autobus Blue Bird CSRE 3700. W realiach, w których codziennością przewoźnika i pasażerów był wszechobecny, siermiężny Autosan H-9, nowoczesna konstrukcja zza oceanu miała stanowić jakościowy skok cywilizacyjny. Kosztowny zakup szybko jednak zderzył się z bezwzględnymi realiami eksploatacyjnymi. Po latach problemów z zaopatrzeniem w części unikatowy Blue Bird przeszedł radykalną metamorfozę warsztatową – otrzymał przód zaadaptowany wprost z krajowego modelu Autosan, ostatecznie dzieląc los wozów, które pierwotnie miał przewyższać pod każdym względem.

Amerykański krążownik w realiach polskiej prowincji lat 90.

Pierwsza połowa lat 90. w polskim transporcie publicznym charakteryzowała się głębokimi przeobrażeniami organizacyjnymi i powszechnym niedoborem kapitału. Floty regionalnych przedsiębiorstw PKS opierały się niemal w całości na sprawdzonych, lecz przestarzałych konstrukcjach z Sanoka i Jelcza. W PKS Lubliniec podstawą codziennego rozkładu jazdy były popularne Autosany H-9. Jedynym powiewem zachodniej techniki w ówczesnym lublinieckim taborze pozostawał używany Mercedes O303 wyprodukowany w 1988 roku, który rozpoczął służbę w barwach przewoźnika w 1994 roku – na rok przed sprowadzeniem pojazdu z USA.

Na tym tle zakup fabrycznie nowego modelu Blue Bird CSRE 3700 w 1995 roku był decyzją całkowicie bezprecedensową. W branżowych kuluarach transakcję tłumaczono osobistą fanaberią ówczesnego prezesa lublinieckiego przedsiębiorstwa. Cena amerykańskiego krążownika miała bowiem przewyższać wartość co najmniej dwóch nowych egzemplarzy modelu Autosan H-9. Choć w tamtej dekadzie do Polski trafiały pojedyncze konstrukcje zza Atlantyku – jak choćby sprowadzony w lipcu 1993 roku do PKS Zamość używany autokar MCI MC-9 Crusader II z 1983 roku – to przypadek z Lublińca był unikalny: pojazd kupiono prosto z amerykańskiej fabryki.

Technika zza oceanu: silnik Cummins i automatyczna skrzynia biegów

Marka Blue Bird Corporation kojarzy się na świecie przede wszystkim z charakterystycznymi, żółtymi autobusami szkolnymi, jednak w swoim katalogu producent posiadał także pojazdy przeznaczone do regularnego ruchu komercyjnego i miejskiego. Oznaczenie modelu CSRE 3700 precyzyjnie definiowało jego architekturę: skrót „CS” odnosił się do linii Commercial Series, natomiast „RE” stanowił akronim od Rear Engine, wskazując na umieszczenie jednostki napędowej z tyłu pojazdu.

Sercem lublinieckiego Blue Birda był czterosuwowy, 8,3-litrowy silnik wysokoprężny Cummins. Charakteryzował się on zupełnie inną charakterystyką pracy niż głośne dwusuwowe jednostki Detroit Diesel, a także diametralnie odmienną kulturą w zestawieniu z twardo i chropowato pracującymi polskimi silnikami produkowanymi w Mielcu czy Andrychowie. Dodatkowym elementem luksusu i technologicznej egzotyki była automatyczna skrzynia biegów. W warunkach polskiego transportu lokalnego lat 90., zdominowanego przez manualne przekładnie wymagające sporej siły fizycznej kierowcy, obecność „automatu” była rozwiązaniem niemal niespotykanym.

Koszmar zaopatrzeniowy i warsztatowa codzienność

Niezwykłość amerykańskiego pojazdu szybko okazała się jego największym przekleństwem. Choć cała seria Commercial Series powstawała za oceanem przez ponad dekadę, wersja sprowadzona do Lublińca należała do rzadkich konfiguracji. Gdy pojawiały się pierwsze usterki, wóz był unieruchamiany na długie tygodnie. W tamtych latach bariery logistyczne, odmienność norm technicznych oraz koszty sprawiały, że podzespołów zamiennych nie dało się sprawnie zamówić z USA.

W lublinieckiej zajezdni wóz zyskał opinię pojazdu, który znacznie więcej czasu spędzał na stanowiskach naprawczych niż na trasie. Mechanicy zmuszeni byli do nieustannej improwizacji – elementy zawieszenia, osprzętu i układu jezdnego dorabiano ręcznie w lokalnych warsztatach lub dopasowywano z innych dostępnych konstrukcji.

Operacja plastyczna: jak Blue Bird otrzymał twarz Autosana H-9

Najbardziej zaskakujący zwrot w historii lublinieckiego autobusu nastąpił po kilku latach eksploatacji. Fabryczny wygląd wozu z dużymi, jednolitymi szybami czołowymi i amerykańską stylistyką został udokumentowany na nielicznych fotografiach – w tym na zdjęciu wykonanym w 1997 roku przez Wojciecha Liberdę. Wkrótce potem pojazd przeszedł bezprecedensowy zabieg blacharski.

Prawdopodobnie w wyniku kolizji drogowej uszkadzającej przód bądź też z powodu braku możliwości dokupienia oryginalnych szyb i elementów karoserii, mechanicy PKS Lubliniec podjęli radykalną decyzję: przeszczepili do amerykańskiego wozu całą ścianę przednią od autobusu Autosan H-9. Prace wykonano z zaskakującą precyzją. Nowe poszycie z charakterystycznymi, dzielonymi szybami i wyobleniami z Sanoka zintegrowano z bryłą nadwozia Blue Birda, odtworzono oryginalne malowanie z błękitnymi oraz różowymi pasami, a na środku przedniego pasa zamontowano oryginalny emblemat Blue Bird. Tak powstała unikatowa hybryda, która z przodu do złudzenia przypominała sanocką konstrukcję, kryjąc pod spodem amerykańską ramę i silnik Cummins.

12 lat służby i finał pod znakiem ekonomii

Hybrydowy pojazd z powodzeniem obsługiwał pasażerów w rejonie Lublińca aż do 2007 roku. Oznacza to, że mimo chronicznych problemów z serwisem autobus przetrwał w liniowej eksploatacji pełne 12 lat – znacznie dłużej niż wspomniany zamojski MCI Crusader II, który zjechał z tras po 7 latach.

Kres służby lublinieckiego wozu położyła ostatecznie awaria automatycznej skrzyni biegów. W 2007 roku koszt regeneracji bądź wymiany skomplikowanej przekładni wielokrotnie przewyższał rynkową wartość wiekowego i mocno wyeksploatowanego pojazdu. Władze przedsiębiorstwa zdecydowały o wycofaniu autobusu z ruchu i oddaniu go na złom. Spoglądając na tę historię z perspektywy czasu, zakup amerykańskiego modelu okazał się kosztownym eksperymentem, z którego ostatecznie zwycięsko wyszła prostota krajowych konstrukcji – bo gdy zawiodła amerykańska logistyka, wóz uratowały dopiero części z niezawodnego Autosana.

Objazdem, z innych kategorii

Zestawienie danych

Paliwo w Europie: ile litrów kupisz za płacę minimalną

Ile litrów benzyny kupisz w każdym państwie Unii za płacę minimalną i ile z ceny litra to podatek. Co tydzień z biuletynu naftowego Komisji Europejskiej.

Zobacz dane