Stellantis zrzuci płonący balast: radykalny pomysł koncernu na pożary baterii
- Autor
- Artur Maszak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Koncern Stellantis zarejestrował w amerykańskim urzędzie patentowym rozwiązanie, które brzmi jak kadr z filmu sensacyjnego: w razie pożaru samochód odczepia ważący setki kilogramów pakiet akumulatorów, zostawia go na jezdni i o własnych siłach odjeżdża na bezpieczną odległość. Choć statystyki pożarów aut elektrycznych bywają w debacie publicznej przejaskrawiane, zjawisko ucieczki termicznej ogniw litowo-jonowych pozostaje jednym z najtrudniejszych wyzwań inżynieryjnych i wizerunkowych branży. Zamiast kolejnych warstw mat ognioodpornych amerykańskie ramię koncernu postanowiło podejść do sprawy bezkompromisowo – skoro płonący moduł zagraża konstrukcji, najprościej jest go fizycznie odciąć.
Moc sprawcza w rękach kierowcy: fizyczny przycisk zamiast sensorów
Patent zatytułowany dosłownie „High-voltage battery quick release system for vehicle” został przyznany spółce FCA US, czyli amerykańskiemu oddziałowi grupy Stellantis. Wniosek trafił do urzędu w marcu 2023 r., a formalną ochronę zatwierdzono w czerwcu. Choć pierwsze doniesienia medialne sugerowały powstanie w pełni autonomicznego systemu pirotechnicznego ratującego auto przed spłonięciem, analiza dokumentacji patentowej ujawnia zupełnie inną filozofię projektową. W układzie nie ma algorytmów ani czujników termicznych decydujących o katapultowaniu podzespołów.
Za odrzucenie baterii odpowiada wyłącznie człowiek. Procedura wymaga świadomego użycia przełącznika szybkiego zwalniania – może to być fizyczna dźwignia, tradycyjny guzik na konsoli lub dedykowane polecenie na ekranie dotykowym w kabinie. Dokument przewiduje również instalację drugiego elementu sterującego w bagażniku pojazdu, co ma umożliwić interwencję ratownikom medycznym, strażakom lub świadkom zdarzenia.
Po naciśnięciu przycisku sterownik natychmiast odcina obwód wysokonapięciowy, izolując instalację napędową od ogniw. Następnie dochodzi do mechanicznego uwolnienia modułu. W patencie opisano dwa warianty konstrukcyjne: układ przeciwstawnych, przesuwnych ram, które pod wpływem siłowników rozsuwają się do momentu utraty punktów podparcia, albo mocowania pirotechniczne wykorzystujące śruby z ładunkami detonowanymi impulsem elektrycznym.
Ewakuacja na instalacji 12 V i manewr nad płonącym pakietem
Samo zrzucenie baterii na asfalt nie kończy akcji ratunkowej. Pozostanie w bezruchu tuż nad płonącym stosem ogniw mijałoby się z celem, dlatego inżynierowie FCA US opracowali procedurę awaryjnego odjazdu. W momencie rozłączenia modułu wysokonapięciowego specjalny sterownik podłącza silnik elektryczny do pokładowego akumulatora niskiego napięcia. Wykorzystując energię ze standardowej instalacji 12 V, samochód jest w stanie przetoczyć się na z góry upatrzoną, bezpieczną pozycję. Dokumentacja nie precyzuje maksymalnego dystansu, jaki pojazd zdoła pokonać w tym trybie, lecz kluczowe jest oddalenie kabiny od ogniska pożaru.
Co istotne, procedura nie wymaga, aby pojazd stał w miejscu – zrzut może nastąpić również w fazie toczenia się. Na rysunkach patentowych przedstawiono schematyczne dwudrzwiowe coupe, którego sylwetka wyraźnie nawiązuje do spalinowego muscle cara Dodge Challenger. W samym opisie patentowym nie zabrakło specyficznego realizmu inżynieryjnego: autorzy zauważają, że jeśli obudowa akumulatora okaże się szersza niż rozstaw kół tylnej osi, odjeżdżający samochód może częściowo po niej przejechać. Fakt ten dobitnie świadczy o tym, że projekt znajduje się obecnie na etapie czysto koncepcyjnym.
Stellantis na tle konkurentów: Hyundai oraz Chery
Pomysł zrzucania akumulatora nie jest odosobnioną próbą okiełznania ucieczki termicznej, ale Stellantis wybrał odmienną drogę niż konkurenci. Podobny w zarysie patent uzyskały wcześniej koncerny Hyundai i Kia („Battery Release System for Vehicle”, przyznany w lutym 2024 r.). W koreańskim rozwiązaniu proces powierzono jednak elektronice – zrzut inicjuje sterownik na podstawie odczytów z czujników pożarowych, a kluczowym warunkiem bezpieczeństwa jest całkowite zatrzymanie pojazdu. U Stellantisa to kierowca ma pełną decyzyjność, niezależnie od prędkości.
Jeszcze bardziej radykalny pomysł pojawił się w Chinach na prototypowym modelu Chery iCar 03T. Tamtejsza konstrukcja wykorzystywała generator gazu zapożyczony z technologii poduszek powietrznych, który dosłownie wystrzeliwał pakiet baterii w bok na odległość od 3 do 6 metrów. Z uwagi na gigantyczne zagrożenie dla pieszych i innych aut w ruchu miejskim marka Chery szybko odcięła się od tej koncepcji. Stellantis unika bocznej pirotechniki miotającej, ograniczając się do grawitacyjnego opuszczenia pakietu pod podwozie. Warto dodać, że koncern badał już wcześniej inne metody – zarejestrował m.in. patent na specjalny układ wydechowy, którego jedynym zadaniem miało być kontrolowane odprowadzanie trujących i gorących gazów z uszkodzonych ogniw poza obrys karoserii.
Presja jakościowa, akcje serwisowe i poszukiwanie sojuszy
Zainteresowanie tak radykalnymi metodami ratowania pojazdów ma twarde uzasadnienie ekonomiczne. W klasycznym samochodzie elektrycznym bateria stanowi integralną część struktury nośnej podwozia. Pożar ogniw nieodwracalnie niszczy platformę i niemal automatycznie oznacza szkodę całkowitą. Zrzucenie baterii ma więc chronić nie tylko zdrowie pasażerów, ale i substancję majątkową.
Nie bez znaczenia są dotychczasowe doświadczenia grupy. Stellantis musiał w ostatnich latach ogłosić akcję serwisową obejmującą 90 tys. hybryd plug-in ze względu na wady fabryczne ogniw grożące pożarem, a rok później wezwał do warsztatów prawie 200 tys. Jeepów 4XE po odnotowaniu serii samozapłonów w zaparkowanych autach. W obu przypadkach zalecano właścicielom parkowanie z dala od budynków i unikanie ładowania do czasu wymiany podzespołów lub wgrania nowego oprogramowania.
Poszukiwanie patentów na awaryjne zrzuty baterii nakłada się na szerszy proces transformacji całego konglomeratu. Koncern mierzy się z koniecznością unowocześnienia architektur elektrycznych i oprogramowania, sondując różne kierunki rozwoju. W tym kontekście media informowały m.in. o prowadzonych przez markę rozmowach Maserati z Huawei na temat kooperacji technologicznej w segmencie luksusowych pojazdów zelektryfikowanych.
Mimo pomysłowości inżynierów FCA US, perspektywa porzucenia płonącej baterii na środku drogi budzi zasadnicze wątpliwości. O ile na pustej autostradzie odjazd od zarzewia ognia może uratować pasażerów i nadwozie, o tyle w podziemnym parkingu wielopoziomowym czy w gęstym korku odpięcie pakietu jedynie przenosi problem kilkadziesiąt centymetrów w dół, stwarzając śmiertelne niebezpieczeństwo dla otoczenia. Branżowi eksperci są zgodni: ostateczną odpowiedzią na ryzyko ucieczki termicznej nie będą mechaniczne katapulty, lecz bezpieczniejsze składy chemiczne ogniw nowej generacji, które po prostu nie ulegają gwałtownemu samozapłonowi.
