Co robić, gdy na przejeździe zamkną się rogatki? Liczą się ułamki sekund
- Autor
- Artur Maszak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Podczas kursu na prawo jazdy przyszli adepci motoryzacji uczą się przepisów ruchu drogowego, techniki prowadzenia pojazdu i manewrowania w miejskiej dżungli. Paradoksalnie jednak, nikt nie przygotowuje kandydatów na kierowców do radzenia sobie z krytycznymi, awaryjnymi sytuacjami, od których bezpośrednio zależy ich życie. Do takich bez wątpienia należy zablokowanie samochodu na przejeździe kolejowym przez opadające rogatki. Przejazd kolejowy staje się wówczas śmiertelną pułapką, a brak wyuczonego schematu reakcji prowadzi do katastrofalnych w skutkach decyzji. W ułamkach sekund panika bierze górę nad chłodną oceną sytuacji, tymczasem wyjście z tego zagrożenia jest proste i wymaga jedynie przełamania instynktownych oporów.
Czas ucieka: od 30 sekund do zaledwie 11 sekund na reakcję
Systemy ostrzegawcze instalowane na skrzyżowaniach infrastruktury drogowej z torami są projektowane z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym, ale wjazd na czerwonym świetle drastycznie ten bufor skraca. Włodzimierz Kiełczyński, dyrektor ds. bezpieczeństwa Polskich Linii Kolejowych, w bezlitosnych liczbach obrazuje ramy czasowe, jakimi dysponuje zablokowany kierowca. Od momentu rozpoczęcia sygnalizacji czerwonym światłem do pojawienia się na horyzoncie pociągu mija przynajmniej 30 sekund. Tyle czasu wystarczy, aby sprawnie i bezkolizyjnie uciec z zagrożonej strefy, pod warunkiem podjęcia natychmiastowego działania.
Jeśli jednak kierowca zbagatelizował wczesne ostrzeżenia i nastąpiło już pełne zamknięcie zapór, sytuacja staje się wręcz ekstremalna. Od momentu, w którym szlabany znajdą się w pozycji poziomej, pociąg może pojawić się na przejeździe już po upływie 11 sekund. W obliczu tak brutalnie ograniczonego czasu większość uwięzionych uczestników ruchu podejmuje instynktowne, lecz całkowicie błędne działania. W pierwszej kolejności kierowcy najczęściej opuszczają swój samochód. Następnie starają się rękami, rozpaczliwymi znakami i krzykiem ostrzec zbliżającego się maszynistę, którego droga hamowania przy znacznej masie i prędkości wynosi często ponad kilometr. Inną równie fatalną w skutkach reakcją są próby ręcznego podnoszenia ciężkiego mechanizmu szlabanu. Są to wyłącznie działania skutkujące bezpowrotną stratą najcenniejszych sekund.
Wyłamanie rogatki to jedyna bezpieczna ucieczka
Kiedy przód i tył samochodu odcięte są przez zablokowane zapory, eksperci wskazują tylko jedno zalecane rozwiązanie: bezwzględne wyłamanie rogatki. Mimo że decyzja o celowym uderzeniu własnym samochodem w fizyczną, widoczną przeszkodę wydaje się absurdalna i kłóci się z dbałością o majątek, jest to jedyna szansa na uniknięcie zderzenia z wielotonowym składem kolejowym.
Infrastruktura takich przejazdów jest projektowana w sposób celowy i przemyślany. Rogatki nie stanowią zapory nie do przejścia. Aby je z łatwością sforsować, kierowca musi ruszyć i wjechać w nie z prędkością wynoszącą zaledwie 10-15 km/h. Przy tak minimalnej dynamice słupki i ramiona rogatek mają ustąpić, łamiąc się i umożliwiając swobodny wyjazd z torów. Włodzimierz Kiełczyński jednoznacznie podkreśla wagę tego kroku: wyłamanie zabezpieczenia może co prawda doprowadzić do niewielkiego uszkodzenia karoserii samochodu, ale ta drobna strata ratuje ludzkie życie.
Zabezpieczenie miejsca i żółta naklejka
Samo uwolnienie się z pułapki i zapobiegnięcie wypadkowi nie kończy obowiązków odpowiedzialnego kierowcy. Wyjeżdżając na bezpieczną pozycję, zostawia on za sobą zniszczony, niesprawny przejazd, a ułamana zapora leżąca na jezdni stwarza realne niebezpieczeństwo dla kolejnych zbliżających się aut. Bezpośrednio po wyjechaniu z torowiska, kierowca powinien zatrzymać samochód w bezpiecznym miejscu. Następnie musi wrócić na przejazd, wziąć wyłamaną zaporę i usunąć ją z jezdni, układając wzdłuż drogi na poboczu.
Gdy to ryzyko zostanie zminimalizowane, nadchodzi decydujący moment zawiadomienia odpowiednich organów i powiadomienia operatora pod numerem 112. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. wdrożyły na wszystkich administrowanych przez siebie skrzyżowaniach kolejowo-drogowych system, który w sytuacjach awaryjnych skraca proces informowania służb ratowniczych do absolutnego minimum. Kluczem do niego jest tak zwana żółta naklejka, umieszczana w widocznych miejscach: na napędach rogatek (ich słupkach), na mechanizmie opuszczania, lub – w przypadku przejazdów niestrzeżonych – na odwrocie znaku krzyża św. Andrzeja.
Znajdująca się tam żółta naklejka pełni funkcję bezpośredniego łącznika informacyjnego. Najważniejszym z punktu widzenia ratownictwa elementem tej naklejki nie są same numery telefonów, lecz wyeksponowane 9-cyfrowe oznaczenie numeryczne przejazdu. Numer ten koduje dokładną lokalizację punktu kolizyjnego, wraz z określeniem kilometra i konkretnej linii kolejowej.
Zamiast tracić czas na gorączkowe opisywanie dyspozytorowi otoczenia – tłumaczenie nazwy miejscowości, ulicy czy okolicznych punktów orientacyjnych – kierowca dzwoniący pod 112 podaje po prostu kod z naklejki. Dyspozytor otrzymuje w systemie natychmiastowe wskazanie na mapie sieci kolejowej. To umożliwia służbom natychmiastowy kontakt z ruchem i wstrzymanie nadjeżdżających pociągów lub radykalne ograniczenie ich prędkości zanim dotrą na niebezpieczny odcinek. Świadomość istnienia tego sytemu oraz szybkość działania w sytuacjach krytycznych powinna stać się naturalnym odruchem każdego uczestnika ruchu drogowego.
