Donald Tusk ujawnia, kiedy potanieje paliwo. Przed kierowcami długie miesiące wysokich cen
- Autor
- Lidia Nowak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Premier Donald Tusk zabrał bezpośrednio głos w sprawie drastycznej sytuacji na stacjach benzynowych, publikując dwunastominutowy materiał wideo w formule podcastu. Szef rządu bez ogródek ostudził oczekiwania zmotoryzowanych, wyjaśniając, kiedy paliwo będzie tańsze i dlaczego na trwałą ulgę przy dystrybutorach trzeba będzie poczekać znacznie dłużej, niż ktokolwiek zakładał. Przy średniej cenie oleju napędowego sięgającej 8,99 zł za litr oraz pojedynczych stacjach, na których pękła już granica 9 zł za litr, Donald Tusk wskazał na splot globalnych zawirowań militarnych i krajowego impasu politycznego, który paraliżuje wdrożenie nowych tarcz osłonowych.
Z wystąpienia szefa rządu wynika jednoznaczny wniosek: optymistyczne scenariusze należy odłożyć na półkę. Koszmar cenowy, z którym mierzą się polscy kierowcy, nie zakończy się wraz z nadejściem kolejnego miesiąca, a powrót do stawek sprzed kryzysu może zająć lata.
Bliski Wschód i cieśnina Ormuz. Geopolityczne źródła drożyzny
Wyjaśniając podłoże obecnych stawek, premier odwołał się do sytuacji na rynkach międzynarodowych. Obok trwającej od lat wojny za wschodnią granicą Polski, głównym motorem obecnej fali podwyżek stała się gwałtowna eskalacja na Bliskim Wschodzie – w regionie, który odpowiada za jedną trzecią globalnego wydobycia ropy naftowej. Uderzenie militarne ze strony USA i Izraela na Iran oraz późniejsze zablokowanie strategicznej cieśniny Ormuz przez stronę irańską doprowadziły do natychmiastowego załamania łańcuchów dostaw.
Z danych przytoczonych przez premiera wynika, że przed wybuchem otwartych walk eksport ropy z tego rejonu wynosił około 30 mln baryłek dziennie. Zablokowanie kluczowego szlaku morskiego oraz powtarzające się ataki na infrastrukturę rafineryjną zredukowały ten wolumen do około 12 mln baryłek na dobę. Skurczenie się podaży o ponad połowę natychmiast wywindowało ceny baryłki na światowych giełdach, co przełożyło się na kwoty widoczne na pylonach w całym kraju. Donald Tusk podsumował tę zależność gorzką konstatacją: „Trzeba założyć, że jeszcze przez wiele, wiele miesięcy będziemy świadkami i w jakimś sensie ofiarami tych konfliktów”.
Program CPN: 4 miliardy złotych z podatku od zysków
Odpowiedzią gabinetu na ryzyko dobicia cen oleju napędowego do 10 zł za litr ma być wznowienie wsparcia państwowego. Poprzednia edycja programu CPN (Ceny paliw Niżej) wygasła 31 sierpnia, co niemal natychmiast odczuli konsumenci. Rząd przygotował więc kolejną odsłonę mechanizmu, planując sfinansowanie go z podatku od nadzwyczajnych zysków spółek sektora paliwowego.
Założenia ustawy przewidują nałożenie 60-procentowej daniny na nadzwyczajny zysk firm paliwowych, który przekracza ustawowo określony poziom referencyjny. Zgodnie z rządowymi szacunkami rozwiązanie to przyniosłoby około 4 mld zł, które posłużyłyby bezpośrednio do sfinansowania obniżek podatków pośrednich jeszcze przed świętami. W debacie publicznej kwestia ta budzi ogromne emocje, zwłaszcza gdy analizuje się strukturę marż i to, ile podatku płacą kierowcy przy każdym tankowaniu.
Klincz na szczytach władzy: CPN rządu kontra prezydenckie PKN
Wdrożenie rządowego projektu stanęło jednak pod znakiem zapytania z powodu konfliktu konstytucyjnego. Wcześniejsza wersja regulacji trafiła do Trybunału Konstytucyjnego po zakwestionowaniu jej przez głowę państwa. Znowelizowany dokument leży obecnie na biurku prezydenta, lecz Karol Nawrocki nie kwapi się do złożenia podpisu, forsując własną koncepcję.
Alternatywą Pałacu Prezydenckiego jest prezydencki projekt ustawy pod nazwą PKN (Paliwo Kosztuje Normalnie). Inicjatywa ta zakłada administracyjne ograniczenie marż rafineryjnych i hurtowych koncernów paliwowych oraz zniesienie podatku od sprzedaży detalicznej. Według prezydenckich ekspertów pozwoliłoby to zbić cenę przy dystrybutorze o około 2 zł na litrze. Rząd i przedstawiciele branży naftowej, w tym Orlen, alarmują jednak, że sztywne limity marżowe mogą zdestabilizować import paliw, na który Polska pozostaje skazana w przypadku oleju napędowego, i doprowadzić do fizycznych braków surowca.
Polityczne przeciąganie liny staje się główną przeszkodą w szybkim uruchomieniu osłon. Wokół obu propozycji narasta atmosfera ostrego sporu o ceny paliw, w którym żadna ze stron nie zamierza ustąpić przed zbliżającymi się wyborami i walką o poparcie społeczne.
Realistyczny horyzont: czy kierowcy doczekają się ulgi?
Nawet jeśli rząd z prezydentem osiągną kompromis i którykolwiek z pakietów wejdzie w życie przed końcem roku, przyniesie on jedynie częściową i przejściową ulgę. Szef rządu w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że krajowe programy pomocowe są w stanie zamortyzować jedynie ułamek globalnego wstrząsu.
Dopóki cieśnina Ormuz pozostaje zablokowana, a światowy bilans ropy notuje deficyt kilkunastu milionów baryłek dziennie, przestrzeń do realnego potanienia paliw pozostaje znikoma. Z deklaracji premiera wyłania się ponury obraz: kierowcy muszą przygotować się na to, że wysokie rachunki na stacjach będą towarzyszyć im jeszcze przez długie kwartały.
