Kierowcy wpłacili do budżetu 89,8 mld zł. Ile podatku jest w litrze paliwa?
- Autor
- Michał Woźniak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Tankowanie z roku na rok coraz mocniej uderza kierowców po kieszeni, ale równocześnie stanowi dla państwa niezwykle istotny filar finansowy. Dane za 2025 rok dobitnie to obrazują – kierowcy wpłacili w tym okresie do budżetu aż 89,8 mld zł, co wygenerowało łącznie ponad 15 proc. wszystkich dochodów rządu. Widząc na paragonach powtarzające się ogromne kwoty, wielu zmotoryzowanych zastanawia się, ile podatku tak naprawdę zawiera kupowane przez nich paliwo. Odpowiedź na to pytanie wymaga przeanalizowania pełnej struktury obciążeń narzucanych przez system fiskalny.
Z wyliczeń i rynkowych realiów jasno wynika, że obciążenia i daniny państwowe to najczęściej około połowa ostatecznego kosztu tankowania. W każdym litrze ukryty jest podatek VAT (którego podstawowa stawka wynosi 23 proc.), stały podatek akcyzowy, opłata emisyjna oraz opłata paliwowa, która następnie trafia m.in. na konta Krajowego Funduszu Drogowego. Ważnym mechanizmem jest fakt, że wyższa cena surowcowa automatycznie pociąga za sobą proporcjonalnie wyższą naliczaną kwotę VAT-u. Pozostałe części ostatecznego rachunku to rynkowe koszty rafinacji ropy oraz same stacje paliw, które doliczają do końcowej kwoty własne marże detaliczne oraz hurtowe.
Nie tylko podatki dyktują cenniki
Podatki to jedno, ale na kwoty wyświetlane na pylonach w dużym stopniu wpływają również marże rafinerii, globalne notowania surowców oraz kurs dolara amerykańskiego. Wpływ wskaźników makroekonomicznych jest w Polsce tym silniejszy, że rodzimy rynek bywa mocno uzależniony od wsparcia z zewnątrz. Według wskaźników z 2025 roku z importu pochodziło 29 proc. konsumowanej na stacjach benzyny oraz aż 35 proc. oleju napędowego. Międzynarodowe, rynkowe turbulencje błyskawicznie i niemal na żywo kształtują więc ostateczne ceny paliw w Polsce.
Kosztowny program Ceny Paliwa Niżej i nowe zapowiedzi
Próbą złagodzenia rachunków na stacjach był wprowadzony przez władze w poprzednich miesiącach osłonowy program „Ceny Paliwa Niżej” (CPN). Okazał się on dla budżetu niezwykle obciążający – kosztował podatników średnio 1,6 mld zł miesięcznie. Pierwsza, trzymiesięczna odsłona tej akcji to rachunek rzędu 4,7 mld zł dla budżetu państwa, a po doliczeniu sierpniowego wznowienia, całkowity koszt oszacowano ostatecznie na około 5,2 mld zł. Po zakończeniu interwencji CPN stawki na stacjach ponownie wyraźnie podskoczyły, co państwo stara się obecnie wziąć pod kontrolę.
Jak zadeklarował niedawno Donald Tusk, rząd może „natychmiast” uruchomić program CPN ponownie, ale pod jednym warunkiem. Mowa o nowej ustawie, wprowadzającej 60-procentowy podatek od nadzwyczajnych zysków, jakimi wykazują się koncerny naftowe. Taka danina, jeśli podpisze ją prezydent, mogłaby przynieść krajowej kasie dodatkowe 4 mld zł. Analizując bieżący rynek paliw nie ulega wątpliwości, że państwo ma bardzo ograniczone pole do długotrwałego dotowania konsumpcji bez poszukiwania dodatkowych dochodów bezpośrednio w zyskach największych spółek.
Branża dająca dziesiątki tysięcy miejsc pracy
Zrozumienie wagi wpływu tego handlu na państwo wymaga jednak spojrzenia na całą strukturę detalicznego biznesu naftowego w kraju. Jak wynika z oficjalnych danych, na koniec 2025 roku w Polsce działało 7919 stacji, które sprzedawały minimum dwa podstawowe rodzaje cieczy pędnych. Ten potężny segment zatrudniał wtedy blisko 90 tysięcy osób, bezpośrednio utrzymując około 10 tysięcy rodzin. Każda interwencja w stawki na rynku uderza zatem nie tylko w zyski państwa i portfele samych kierowców, ale wywiera presję na niezwykle liczny personel detalicznej siatki placówek w całym kraju.
