Samochody hybrydowe na celowniku Unii. Europa prosi Chiny o ograniczenie eksportu
- Autor
- Artur Maszak
- Data
- Treści generowane automatycznie
- Lektura
Komisja Europejska złożyła Chinom bezprecedensową propozycję, próbując zatamować w ten sposób rzekę zagranicznych pojazdów napływających na europejski rynek z Dalekiego Wschodu. Jak donosi dziennik „Financial Times”, Bruksela wystosowała do Pekinu pilny postulat, by tamtejsi giganci produkcyjni całkowicie dobrowolnie ograniczyli masowy eksport na nasz kontynent. Szczególny i wyraźny nacisk w tych negocjacjach położono na samochody hybrydowe, które obecnie stanowią wielką wyrwę w nowo zbudowanych murach obronnych wspólnoty. Zamiast wprowadzać gwałtownie od razu kolejne bariery finansowe, Unia Europejska wyraźnie wyczerpuje swoje miękkie narzędzia dyplomacji i ucieka się do prób wynegocjowania polubownego zmniejszenia całego azjatyckiego wolumenu dostaw.
Nieszczelna tarcza na samochody elektryczne
Dotychczasowe unijne starania rynkowe, mające za wszelką cenę chronić dziesiątki tutejszych fabryk przed dotowanym importem z zewnątrz, w istocie przypominają walkę z wiatrakami. W październiku 2024 roku w Europie zaczęły obowiązywać surowe, nowe zaporowe stawki importowe, które wymierzono stricte w sprowadzane pojazdy w pełni elektryczne (BEV). Celem owych restrykcji miało być przede wszystkim skompensowanie potężnych dotacji państwowych, jakimi komunistyczne władze wspierały własne konglomeraty technologiczne. Wysokość obciążeń została uzależniona bezpośrednio od audytowanej marki i poziomu jej transparentności udostępnianego dla Unii.
W przypadku grupy koncernu SAIC – w portfolio którego znajduje się dziś chociażby prężnie działająca u nas marka MG – uchwalone zaporowe cła wyrównawcze wyniosły aż 35,3 proc. Kiedy doliczymy do tej kwoty odgórną, ogólną stawkę graniczną dla importu towarów na poziomie 10 proc., daje to bezprecedensowe 45,3-procentowe cło na absolutnie każdy wprowadzany do obiegu model na wtyczkę tej marki.
Choć naturalną konsekwencją regulacji celnych powinny być natychmiastowe wzrosty cenników aut we wszystkich salonach, tak się w praktyce nie stało. Najwyższym priorytetem chińskich decydentów jest opanowanie potężnych części rynku za wszelką cenę, nawet kosztem rezygnacji z osiągnięcia szybkiego finansowego zarobku. Niespodziewane wydatki ze strony Unii obniżono przez gigantyczne rabaty od dilerów dla konsumentów. Rynek wciąż notuje więc natarcie, a powszechnie dławiony od miesięcy niemiecki przemysł motoryzacyjny i tacy potężni rywale jak Volkswagen nie są w stanie zaczerpnąć upragnionego oddechu konkurencyjności.
Hybrydy typu plug-in, czyli nowe drzwi na rynek
Zamiast siłowo zwozić statkami po prostu auta wyłącznie bateryjne, rynkowi analitycy w Chinach odnaleźli błyskawicznie zupełnie inne rozwiązanie. Prawna tarcza wybudowana przez Unię kompletnie zbagatelizowała bowiem jedną główną kategorię pojazdów omijających surowe blokady. Chodzi oczywiście o hybrydy typu plug-in (w branży znane powszechniej jako autosegment PHEV). Ponieważ zgodnie z unijnymi restrykcjami obciążone są one jedynie standardowym, symbolicznym już 10-procentowym zyskiem – co omija drastyczne plany przeciw typowym elektrykom – opanowanie tej części tortu konsumenckiego urosło w Chinach do miana racji stanu.
Twarde rynkowe liczby przytaczane przy okazji tej samej fali przez „Financial Times” szokują tempem rozwoju opisywanego zjawiska. Przestawienie produkcji ze standardowych aut BEV sprawiło, że napływ wariantów z wtyczką PHEV drastycznie skoczył – z liczby szacowanej na 3800 sprowadzonych egzemplarzy w zeszłym, październikowym zestawieniu 2024 roku, do poziomu monstrualnych 50 000 aut odprawionych i przeliczonych u nas w lipcu 2026 roku. Silna eksploatacja hybryd gwarantuje także mniejszą, uśrednioną normę generowanej emisji dwutlenku węgla na flotę marki, co samo odpycha konieczność wnoszenia ewentualnych kar ekologicznych. Analitycy nie ukrywają zatem zbytnio brutalnej prawdy: brak jakiegokolwiek zarządzanego handlu dobrowolnego doprowadzi ostatecznie do zaostrzenia kursu ze strony struktur i politycznego nałożenia surowych i niekorzystnych ceł na hybrydy plug-in.
Aktualny plan Komisji Europejskiej zmierza do radykalnego ścięcia obcego dominującego udziału z ponad 33 proc. rynku opisywanych wehikułów w całej UE zaledwie do skromnych 15 proc. Wielkie, tanie pakiety bateryjne wkładane pod spód spalinowych azjatyckich aut zapewniają parametry bliźniaczo wręcz podobne do tych montowanych w starych klasykach BEV, a sukcesy marki BYD i ekspresowe podgryzanie rynkowych nowości spędza sen z powiek zarządom tradycyjnych potęg kontynentalnych.
Europejski brak solidarności
Abstrahując od handlu hybrydowego, samą bolączką negocjatorów ze strony Komisji Europejskiej jest wewnętrzny chaos oraz całkowity brak wzajemnej spójności państw unijnych. Skupianie potężnych barier jedynie wokół ściągania samych pojazdów importowanych z portów prowokuje zagranicznych graczy do szukania dziur budowlanych. Takie autonomiczne kraje jak Hiszpania i Węgry bez skrępowania łamią spójność protekcjonistyczną i po cichu zapraszają bogate, inwestycyjne kapitały zza Wielkiego Muru, aby bez skrępowania dogadywały nowe linie produkcyjne pośród rdzennej Europy. W momencie złożenia i opuszczenia terenu montowni znajdującej się bezpośrednio w pasie strefy Schengen, samochód jest postrzegany przed europejskim prawem wprost jako w pełni unijny wehikuł bez żadnych zaporowych, podatkowych marż odgórnych.
Wielu unijnych ekspertów stara się przeciwdziałać nowymi koncepcjami z dziedziny systemowych praw, takich jak zaprezentowany Critical Raw Materials Act powołany, by zahamować naszą słabość strukturalną i absolutną zależność przed surowcami strategicznymi. Pojawiło się także szczegółowe unijne rozporządzenie bateryjne wdrażające wymóg prowadzenia autorskich paszportów akumulatorów, rozbijanie na składowe całościowych śladów węglowych i sprawowanie ścisłej pieczy nad ekologicznym recyklingiem zużytych części w obrocie. Co więcej, próbuje się też uszczelniać rynek zagraniczny nowym aktem pod tytułem Industrial Accelerator Act – mającym po prostu dawać decydentom większą, urzędniczą siłę do blokady gigantycznych przejęć zagranicznych.
Mimo wszystko wysłane w tak wielkiej, dyplomatycznej ciszy oficjalne prośby do rządu o miłosierne zatrzymanie importu nie stanowią oznaki twardej potęgi – udowadniają one raczej powoli bezprecedensową, globalną polityczną bezradność struktur wobec ekspansji Państwa Środka.
